Już w czwartek 20 maja 2010 r. intensywnie włączyliśmy się w ochronę interesów zwierząt - ofiar tegorocznej powodzi na terenie Dolnego Śląska.
20 i 21 maja 2010 r. osobiście upewniliśmy się, że nie zapomniano o zwierzętach z ulicy Opatowickiej we Wrocławiu, Trestna i Blizanowic. Udało nam się dotrzeć do ludzi i zwierząt pomimo tego, że jakikolwiek dojazd do wielu z tych miejsc na skutek podtopienia dróg nie był już możliwy (same miejscowości nie były zalane). Mieszkańcy tych okolic zostali pouczeni o konieczności zabezpieczenia losu zwierząt przed nadchodzącą powodzią. Dzięki naszej akcji wiele zwierząt zostało przeniesionych w miejsca, które gwarantowały im przetrwanie w przypadku zalania. A dzięki życzliwości ogólnopolskich mediów nasz apel o poważne potraktowanie interesów zwierząt został usłyszany we wszystkich miejscach Polski, które dotknęła "wielka woda".
22 maja 2010 r. uczestniczyliśmy w akcji pomocy sarnie, która przerażona biegała po wale w pobliżu ul. Braci Gierymskich na Biskupinie. Sarny nie udało się odłowić i przenieść w bezpieczne miejsce ze względu na to, że wbrew zakazowi przemieszczało się nim bardzo wielu ludzi ciekawych "wielkiej wody". Chwilę potem trafiła do nas młoda sowa uszata - ofiara "wielkiej wody" z okolic Jelcza Laskowic. Pod naszą opiekę trafiły także łabędzie jaja błyskawicznie uratowane przez dobrych ludzi z zalanego wodą gniazda na ul. Opatowickiej.
Tego samego dnia wieczorem - na fali histerycznych relacji, że zwierzęta podczas powodzi pozostawiane są samym sobie - odwiedziliśmy zalany już wtedy wrocławski Kazanów. Rozmawialiśmy z ludźmi, którzy nie potwierdzili tych informacji, a państwowe służby ratunkowe były zdumione naszą troską o zwierzęta, ponieważ - jak twierdziły - zwierzęta (gdy trzeba) ratowane są tak samo jak ludzie.
Już w czwartek 20 maja 2010 r. intensywnie włączyliśmy się w ochronę interesów zwierząt - ofiar tegorocznej powodzi na terenie Dolnego Śląska.
20 i 21 maja 2010 r. osobiście upewniliśmy się, że nie zapomniano o zwierzętach z ulicy Opatowickiej we Wrocławiu, Trestna i Blizanowic. Udało nam się dotrzeć do ludzi i zwierząt pomimo tego, że jakikolwiek dojazd do wielu z tych miejsc na skutek podtopienia dróg nie był już możliwy (same miejscowości nie były zalane). Mieszkańcy tych okolic zostali pouczeni o konieczności zabezpieczenia losu zwierząt przed nadchodzącą powodzią. Dzięki naszej akcji wiele zwierząt zostało przeniesionych w miejsca, które gwarantowały im przetrwanie w przypadku zalania. A dzięki życzliwości ogólnopolskich mediów nasz apel o poważne potraktowanie interesów zwierząt został usłyszany we wszystkich miejscach Polski, które dotknęła "wielka woda".
22 maja 2010 r. uczestniczyliśmy w akcji pomocy sarnie, która przerażona biegała po wale w pobliżu ul. Braci Gierymskich na Biskupinie. Sarny nie udało się odłowić i przenieść w bezpieczne miejsce ze względu na to, że wbrew zakazowi przemieszczało się nim bardzo wielu ludzi ciekawych "wielkiej wody". Chwilę potem trafiła do nas młoda sowa uszata - ofiara "wielkiej wody" z okolic Jelcza Laskowic. Pod naszą opiekę trafiły także łabędzie jaja błyskawicznie uratowane przez dobrych ludzi z zalanego wodą gniazda na ul. Opatowickiej.
Tego samego dnia wieczorem - na fali histerycznych relacji, że zwierzęta podczas powodzi pozostawiane są samym sobie - odwiedziliśmy zalany już wtedy wrocławski Kazanów. Rozmawialiśmy z ludźmi, którzy nie potwierdzili tych informacji, a państwowe służby ratunkowe były zdumione naszą troską o zwierzęta, ponieważ - jak twierdziły - zwierzęta (gdy trzeba) ratowane są tak samo jak ludzie.
Galeria zdjęć: